Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Gdzie raki zimują, czyli o polskiej piłce słów kilka

Dla polskich klubów przygoda z europejskimi pucharami już ostatecznie dobiegła końca. Być może słowo "już" nie jest szczególnie trafne, gdyż wyniki Legii w tej edycji Ligi Europejskiej aż do dnia wczorajszego mogliśmy uznać za bardzo pozytywne, niestety- tylko do wczoraj. Zacznijmy jednak od samego początku, by w pełni oddać słabość polskiej piłki klubowej, na tle innych lig europejskich.

Wszystko zapowiadało się całkiem pozytywnie. Polską ligę reprezentować miała silna czwórka w postaci: Legii, Lecha, Ruchu i Zawiszy. O ile początki rzeczywiście nie wyglądały źle, o tyle każda następna runda była uboższa o kolejny polski zespół. Pierw z pucharami pożegnał się Zawisza, a zaraz potem "wyczyn" drużyny z Bydgoszczy powtórzył poznański Lech, który w sensacyjnych, ale zarazem kompromitujących okolicznościach przegrał rywalizację z zespołem z Islandii. W nieco bardziej honorowym stylu z Ligą Europejską pożegnał się Ruch Chorzów, który dopiero w końcowej fazie spotkania nie sprostał dużo bogatszemu Metalistowi, nie zmieniało to jednak faktu, że spośród 4 początkowych kandydatów na grę w pucharach, polską ligę reprezentować mogła już tylko stołeczna Legia.

To właśnie historia popularnych "Legionistów", jako, że była najdłuższa i co za tym idzie najbarwniejsza, zasługuje na całkowicie osobny akapit.

Drużyna Henninga Berga jako mistrz Ekstraklasy brała początkowo udział w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Wszystko rozpoczęło się dość nerwowo, gdyż Legia swoje pierwsze spotkanie z dużo niżej rozstawionym zespołem z Irlandii zaledwie zremisowała 1:1. Ekipa Norwega rozkręcała się jednak z tygodnia na tydzień i w rewanżu na Wyspach Brytyjskich nie pozostawiła żadnych złudzeń rywalowi i pokonała go aż 5:0.

Kolejnym krokiem na drodze do Ligi Mistrzów okazał się być niezwykle utytułowany Celtic Glasgow. Tutaj chyba już każdy zna dalsze losy tej historii, Legia wyraźnie ogrywa Szkotów w dwumeczu, jednak jednocześnie wprowadza do gry niezarejestrowanego zawodnika, co niestety kończy się dla "Legionistów" bardzo negatywnie, a mianowicie walkowerem dla Celticu.

Nie oznaczało to jednak końca europejskiej przygody dla drużyny mistrza Polski. W barażu o LE Legia pokonała zespół z Kazachstanu i w pełni zasłużenie awansowała już drugi rok z rzędu do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Rywale grupowi dość wymagający, jednak z pewnością w zasięgu Legii- tak mniej, więcej brzmiały werdykty prasy dotyczące potyczki "Legionistów" z Trabzonem, Lokeren oraz Metalistem. Jakże wielkie było zaskoczenie, kiedy zaledwie po czterech spotkaniach grupowych drużyna Henninga Berga zapewniła sobie awans. Ogólny bilans Legii był bardzo pozytywny, aż 15 punktów, 7 bramek strzelonych i tylko 2 stracone. W fazie pucharowej na "Legionistów" czekał klub z niewątpliwie piękną historią- Ajax. Nie da się jednak ukryć, że w ostatnich latach zespół z Amsterdamu w LM nie zabłysnął i zazwyczaj kończył fazę grupową na 3, bądź nawet 4 miejscu. Jakby tego było mało, Holendrzy wyjątkowo zawodzą w rodzimej lidze, w której tracą ponad 10 punktów do przewodzącego PSV. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja Legii, która wciąż była liderem w Ekstraklasie. Apetyty rosły, zaś balonik się pompował...

Jak się niedawno okazało- kompletnie niepotrzebnie.

Będący w wyjątkowo słabej formie Ajax poradził sobie niemal bez najmniejszych problemów z warszawską Legią. W dwumeczu Holendrzy byli lepsi aż o cztery gole. Jest to porażka szczególnie dotkliwa, gdyż do siatki Dusana Kuciaka aż trzykrotnie trafiał Polak- Arkadiusz Milik.

Rozczarowanie postawą Legii w fazie pucharowej jest jak najbardziej uzasadnione, nie może ono jednak zmieniać ogólnej, bardzo pozytywnej opinii na temat gry mistrza Polski w europejskich pucharach. W porównaniu z zeszłym sezonem, "Legioniści" wykonali naprawdę spory postęp, który owocował w znacznie lepszy wyniki.

Pojawia się zatem pytanie, skoro występy "Legionistów" możemy uznać za pozytywne, to dlaczego stan polskiej piłki został wcześniej oceniony tak nisko? Odpowiedź jest banalnie prosta. By Ekstraklasa oraz wszystkie zespoły, które w niej występują robiła regularne postępy, potrzebni są nowi, lepsi zawodnicy. Aby kluby stały się atrakcyjniejszy i miały większe możliwości finansowe, potrzebne są im regularne występy w europejskich pucharach. Obecnie żaden polski zespół oprócz Legii nie może sobie na to pozwolić. To właśnie dlatego dysproporcja pomiędzy "Legionistami" a resztą zespołów stale wzrasta, co nie jest korzystne dla rozwoju całej ligi, która może stać się nieco jednowymiarowa.

W głównej mierze przez ten czynnik polska Ekstraklasa znacznie odstaje od innych lig europejskich. Dotyczy to zarówno gry w pucharach, jak i pojedynczych spotkań na krajowym podwórku, które bardzo często stoją na dość mizernym poziomie.

Kolejny problem polskiej piłki to zdecydowanie brak licznej ilości piłkarzy o sprawdzonej, wysokiej jakości. Pojawiają się pojedyncze wyjątki, jednak wciąż brak reguły. Nie jest prawdą, że kluby z Ekstraklasy nie posiadają utalentowanych juniorów, bo przykłady licznych wychowanków Lecha Poznań, bądź Legii pokazują, że nawet czołowe kluby nie obawiają się stawiać na młodych chłopaków. Problem zaczyna się nieco później, w momencie, kiedy ci młodzi zawodnicy muszą stać się piłkarzami z prawdziwego zdarzenia. Ostatnie lata pokazują, jak niewielu udało się pokonać tę barierę. Co może być powodem takiej sytuacji? Być może zły wpływ agentów, przez których młodzi zawodnicy często opuszczają naszą rodzimą ligę zbyt prędko, nie pomagają również finanse, które zdecydowanie stoją na przeszkodzie do lepszej kariery, gdyż niekiedy niedoświadczeni gracze inkasują zbyt wysokie kwoty. W tym miejscu nie można także pominąć tematu mentalności, która nie ukrywajmy, w polskiej piłce nie jest na najwyższym, światowym poziomie.

Zatem gdyby porównać Ekstraklasę do innych rozgrywek europejskich, doszlibyśmy do smutnego wniosku, że jest to jedna ze słabszych i mniej interesujących lig. Rzecz jasna nie ma sensu się tutaj odnosić do Premier League, Bundesligi, Ligue 1, Primera Division, czy nawet Serie A, lecz choćby do ligi szwajcarskiej, czy austriackiej, których reprezentanci regularnie grywają na europejskim podwórku, pomimo, że same zespoły absolutnie nie mają większego potencjału finansowego, niż chociażby Legia, czy Lech.

Niewątpliwie kluczowym czynnikiem, który stawia Ekstraklasę na tak niskiej jakościowo pozycji, jest fakt, że polskie zespoły tylko sporadycznie występują w wyższych fazach pucharów, znacznie częściej kompromitując się w początkowych rundach z zespołami, które bywają niekiedy niemal amatorskimi.

Jednak by zakończyć pozytywnym akcentem, raz jeszcze warto podkreślić ogólnie bardzo pozytywny występ Legii w Lidze Europejskiej, która była swego rodzaju swoistym rodzynkiem, pozostaje także trzymać kciuki, by pozostałe kluczowe zespoły ligi również poprawiły swoje występy w europejskich pucharach, co z pewnością wpłynie pozytywnie na rozwój całej Ekstraklasy, a progres naszej rodzimej ligi, może tylko i wyłącznie pozytywnie wpływać na reprezentację Polski, która przecież tak bardzo potrzebuje świeżej krwi.

 

Stowarzyszenie LKS Gorzyczanka
beneficjentem funduszu w latach 2009-2017, 2019


Stowarzyszenie LKS Gorzyczanka
beneficjentem programu w latach 2017-2019

Stowarzyszenie LKS Gorzyczanka
beneficjentem dotacji z GMINY OSTRÓW WIELKOPOLSKI
w latach 2010-2019

 

Redaktor strefy "polecane artykuły"

podatek procent 350x200

.

Odsłon artykułów:
672293

Odwiedza nas 16 gości oraz 0 użytkowników.