Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Target man znów w cenie

pika nozna

"Historia kołem się toczy", to znane pewnie wszystkim powiedzonko znów znalazło swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, tym razem tej piłkarskiej. Wydawać by się mogło wymarła w grze na najwyższym poziomie rola "człowieka celu" powraca i to w wielkim stylu.

Kiedy Pep Guardiola święcił swoje największe sukcesy jako trener klubowy, jego zespół do perfekcji opanował ukochany styl gry Hiszpana, czyli niezwykle popularną "tiki takę". Ogólnie rzecz biorąc styl ten polegał na wielu krótkich podaniach, dużej wymienności pozycji, intensywnym pressingu nawet na połowie przeciwnika oraz na wysoko ustawionej linii defensywy. W taki profil futbolu nie do końca, żeby nie powiedzieć, że wcale nie wpisywał się "target man", który z krótką grą po ziemi nie ma wiele wspólnego.

Prawdopodobnie właśnie dlatego Zlatan Ibrahimovic nie może zaliczyć pobytu w Barcelonie do udanych, bo pomimo niezwykłych umiejętności technicznych, nie był on w stanie przystosować się do dość specyficznego stylu gry ówczesnej Barcelony. Także z tego powodu niezwykle skuteczny w Premier League Diego Costa nie potrafi odnaleźć się w kadrze Hiszpanii, w której regularnie zawodzi.

 

Powiedzieć, że Guardiola szukał napastnika specyficznego, odmiennego to mało, Pep na pozycji popularnej "9" bardzo często stawiał na pomocników! Jednym z tych wybrańców był Cesc Fabregas, któremu nowa rola nieszczególnie przypadła do gustu. Nie miało to jednak większego znaczenia, bo właśnie w takiej kombinacji Barcelona osiągnęła szczyt wraz z Pepem.

 

Jednak same wybory Guardioli pokazywały, że jego drużyny nie potrzebują typowej rosłej, dobrze zbudowanej "9", która brutalną siłą będzie rozbrajać obronę rywala. Pep preferował drobnych i szybkich zawodników, którzy przy pomocy niezwykle utalentowanych technicznie pomocników mieli rozpruwać każdą defensywę. Przez długi czas właśnie tak to wyglądało, a sama "tika-taka" stała się wzorem do naśladowania dla wielu innych klubów, zarówno tych silniejszych, jak i nieco słabszych.

 

Podczas pewnego okresu czasu "tiki-taka" wyglądała niczym styl nieśmiertelny, bez wad, niemożliwy do naruszenia. Ale tylko przez pewien okres. Symbolem końca wielkiej Barcelony, ale też, lub nawet w szczególności jej wielkiego stylu była porażka 0:7 w półfinale Ligi Mistrzów z Bayernem, który wówczas opierał swój atak na wspaniałej grze skrzydłowych. Podobny los spotkał pewien czas później reprezentację Hiszpanii, który na Mistrzostwach Świata 2014 w Brazylii nie była w stanie przebrnąć nawet przez fazę grupową turnieju.

 

Przyczyną takiego stanu rzeczy jest nic innego, jak niesamowity rozwój całej piłki kopanej. Obecnie każdy zespół, nawet ten najsłabszy w lidze, który pod nosem możemy wyśmiewać, dysponuje grupą specjalnych analityków, którzy szukają wad w zespole rywala. Takie usterki zostały również znalezione w słynnej maszynie Guardioli, która w końcu została doszczętnie rozpracowana.

 

"Tika-taka" w pewien sposób wymarła. Rzecz jasna nie oznacza to, że Barcelona skupia teraz swoje ataki na długich diagonalnych piłkach (choć tak to mogło wyglądać w dwumeczu z Bayernem z 2015 roku), jednak nawet sama "Duma Katalonii" postawiła na napastnika z prawdziwego zdarzenia- Luisa Suareza. Nie musi on pełnić roli typowej "9", bo po prostu nią nie jest, jednak pozwala on na nowe opcje, których dotychczas Barcelonie mogło niekiedy braknąć.

 

Sposobów na przeciwstawienie się "tiki-tace" znaleziono wiele. Niektórzy postawili na głęboką, bardzo agresywną linię obrony, inni zaś na niesamowicie wysoki pressing, połączony z duża ilością przewinień. Możliwości obrony było wiele, jednak niemal wszystkich grających przeciwko "tiki-tace" łączył styl atakowania, a więc wspominany już "target man".

 

Sam "człowiek cel" kojarzony jest zapewne z wysokim, silnym napastnikiem, który powinien wygrywać każdy pojedynek główkowy i rozbijać obronę rywala. Jest w tym wiele prawdy, gdyż obecnie taki sposób gry ciągle przemawia chociażby przez zespół West Hamu, gdy na boisku znajduje się Andy Carroll, czy Aston Villę, która wszystkie podania przerzuca na Christiana Benteke. Patrząc jednak nieco dogłębniej jest to dosyć płytkie spojrzenie, gdyż sam "target-man" ma także za zadanie utrzymać się przy piłce na połowie przeciwnika, umożliwić kolegom z zespołu przemieszczenie się na połowę rywala, czy chociażby obecnie rozegrać także kombinacyjnie futbolówkę z kolegą z zespołu.

 

W taktyce największych zespołów przez długi czas taki typ zawodnika nie miał racji bytu, gdyż najsilniejsze europejskie kluby posiadały tak wielu utalentowanych atakujących, iż nie potrzebowały gracza o takiej charakterystyce. Obecnie już wygląda to nieco inaczej. Różnice pomiędzy czołowymi zespołami są już tak niewielkie, że niekiedy nawet faworyt spotkania jest zmuszony do bronienia własnej bramki większą ilością zawodników, co powoduje, że z przodu potrzebny jest gracz umiejący nieco przytrzymać piłkę, zastawić się i celnie odegrać. A do takich cech, potrzebne są także odpowiednie atrybuty fizyczne.

 

Przykładem takich zmian jest Polak- Robert Lewandowski, grający obecnie w Bayernie, właśnie pod wodzą Pepa Guardioli. Sam Hiszpan zrozumiał, że obecnie dużo trudniej jest być na topie, grając bez typowego napastnika. Stąd właśnie tak istotna rola Polaka w składzie zespołu z Monachium, który mając wokół siebie znacznie bardziej kreatywnych zawodników, umożliwiał im dużo swobodniejszą grę.

 

Niesamowitym zaskoczeniem ubiegłego sezonu był także Marouane Fellaini. Podczas swojego debiutanckiego okresu w barwach "Czerwonych Diabłów" zawodził i stał się wręcz pośmiewiskiem pośród kibiców innych drużyn. Jednak nawet jego najwięksi krytycy zmienili zdanie po ostatnim sezonie, kiedy to Belg stał się centralną postacią zespołu Louisa Van Gaala. Początkowo Manchester żmudnie próbował wyprowadzać piłkę od tyłu z obrony, jednak gdy Holender dostrzegł, że jego defensorzy mówiąc delikatnie nie są mistrzami w tej dziedzinie, postanowił dać szansę Fellainiemu. I to wcale nie Belg miał wyprowadzać piłkę z własnej połowy, lecz owe futbolówki miały być kierowane na... niego.

 

Tak też się stało, na czym zyskała cała forma "Czerwonych Diabłów". Van Gaal zminimalizował przez to ryzyko utraty piłki w niebezpiecznej strefie, a sam Fellaini wygrywając większość swoich pojedynków główkowych tworzył liczne okazji bramkowe swoim kolegom z zespołu. Obecnie historia Belga określana jest mianem "od zera do bohatera", bo jego udział w wywalczeniu powrotu do Ligi Mistrzów był absolutnie kluczowy.

 

Wspominając o takich przypadkach grzechem byłoby nie wspomnieć niemal o wszystkich nieco słabszych klubach, dla których obecność tego typu piłkarza może oznaczać byt, lub jego brak w najwyższej klasie rozgrywkowej. Obecnie styl nie jest już istotny, liczą się wyniki, jeśli one będą, to dopiero wtedy można zacząć martwić się tą drugą, zdecydowanie mniej ważną sprawą, bo przecież jak mawia słynne piłkarskie przysłowie "za styl nikt punktów nie daje".

 

Można odnieść wrażenie, że szansą na stworzenie "idealnego" zespołu jest połączenie niezwykle kreatywnych pomocników (tiki-taka), z silnym, dobrze odgrywającym napastnikiem (target-man, choć w rzeczywistości jego rola to znacznie więcej niż zwykły "człowiek cel") I gdy przyjrzymy się sposobowi budowania największych drużyn europejskich, tak to właśnie wygląda. Fantastyczna pomoc Realu ma do dyspozycji Benzeme, kreatywni wspomagający Arsenalu mają Girouda, a Chelsea stawia na Diego Coste, wspomaganego Hazardem i Fabregasem, który swoją drogą w Anglii sprawia wrażenie zupełnie innego piłkarza niż w reprezentacji Hiszpanii.

 

Jak widać nietrudno zauważyć, że topowe zespoły trzymają się trendu i budują swój skład w oparciu o obecne zapotrzebowanie na europejskim podwórku.

Zatem jak widzimy "target man" powrócił i to bez cienia wątpliwości. Do niedawna głowiono się nad tym jak powstrzymać niebywale dokładne, krótkie, penetrujące podania, a teraz doszedł do tego także problem z centralnym napastnikiem, który potrafi uprzykrzyć życie nawet najlepszemu obrońcy.

 

W futbolu ciężko przepowiadać jakiekolwiek wyroki, jednak możemy pewni, że w najbliższym czasie na szczyt wybije się ten zespół, który umiejętnie połączy swoją kreatywną pomoc, z kompletnym, uniwersalnym napastnikiem.

Patryklfc

 

Stowarzyszenie LKS Gorzyczanka
beneficjentem funduszu w latach 2009-2017, 2019


Stowarzyszenie LKS Gorzyczanka
beneficjentem programu w latach 2017-2019

Stowarzyszenie LKS Gorzyczanka
beneficjentem dotacji z GMINY OSTRÓW WIELKOPOLSKI
w latach 2010-2019

 

Redaktor strefy "polecane artykuły"

podatek procent 350x200

.

Odsłon artykułów:
672296

Odwiedza nas 19 gości oraz 0 użytkowników.